|
Sejmowa komisja kultury odrzuciła wczoraj projekt prawa prasowego w pierwszym czytaniu .
Obecny na posiedzeniu komisji wiceminister kultury Piotr Żuchowski zapowiedział rządową nowelizację prawa prasowego. Założenia ma przedstawić do końca stycznia. Projekt PiS przewidywał m.in.: (bezwzględny przymus publikowania na koszt redakcji odpowiedzi na każdą publikację; (specjalny, szybki i uproszczony tryb sądzenia spraw związanych z publikacjami w mediach; (możliwość zasądzenia zadośćuczynienia do 5 proc. rocznego przychodu firmy medialnej i dziennikarza; (odpowiedzialność za podanie nieprawdziwej informacji bez względu na to, czy redakcja ją odwoła i przeprosi, czy wcześniej dochowała zasad staranności i rzetelności, a nawet wtedy, gdy w ogóle nie można jej przypisać winy.
To wszystko w ramach odpowiedzialności cywilnej. Projekt znosił za to odpowiedzialność karną za pomówienie i zniewagę.
- Celem projektu jest m.in. przyspieszenie postępowań związanych z ochroną dóbr osobistych. Dziś takie postępowania trwają cztery-sześć lat. Chcemy też zniesienia karalności za pomówienie i zniewagę, bo te przepisy bywają wykorzystywane do ścigania dziennikarzy - przekonywał do projektu Arkadiusz Mularczyk (PiS).
Z ramienia rządu projekt skrytykował wiceminister sprawiedliwości Łukasz Rędziniak. Zwrócił uwagę m.in. na to, że sytuacja, gdy za każde, nawet niezawinione podanie nieprawdy, można będzie zasądzić do 5 proc. rocznego przychodu wydawnictwa, godzi w swobodę działania mediów.
- Wolałbym, żeby propozycje nowelizacji prawa prasowego wychodziły ze środowisk dziennikarskich i wydawców - mówił Jarosław Sellin (Polska XXI). - Do tego projektu mam stosunek mieszany. Najbardziej krytyczny do przymusu drukowania odpowiedzi. W sytuacji, gdy partie finansowane są z budżetu państwa, nie widzę powodu, by miały nie wynajmować najlepszych piór do pisania "odpowiedzi" do każdego tekstu, w którym o nich mowa. I w ten sposób gazety będą redagowane wspólnie przez redaktorów i partie polityczne.
W imieniu Izby Wydawców Prasy projekt skrytykował prezes Wiesław Podkański, m.in. za odebranie dziennikarzowi prawa do błędu, mimo że dochował staranności i nie można mu przypisać winy i możliwość zasądzania zadośćuczynienia do 5 proc. rocznych przychodów wydawnictwa: - To niemałe pieniądze. W przypadku mojego wydawnictwa [Axel Springer] to jakieś 30 milionów.
- Padają argumenty, że dziś głos osoby pomówionej w mediach jest głosem wołającego na puszczy. Mówi tak to samo środowisko, którego polityk jako prokurator generalny brutalnie zaatakował doktora G. A kiedy pomówiony doszedł sprawiedliwości w sądzie - to samo środowisko broni polityka winowajcę przed koniecznością opublikowania przeprosin - dodawał Jerzy Domański ze Stowarzyszenia Dziennikarzy RP. Na posiedzeniu nie było nikogo ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
- Projekt PiS jest ukierunkowany wyłącznie na restrykcje wobec dziennikarzy i wydawców. A potrzeba rozwiązań kompleksowych. Do niektórych propozycji PiS można wrócić w projekcie rządowym - uznała Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO).
Projekt PiS upadł stosunkiem głosów 15:6.
(Gazeta Wyborcza)
|