|
PiS nie poprze pomysłu PO - likwidacji Biura Lustracyjnego IPN. PSL ma wątpliwości, czy uda się umieścić w internecie teczki wszystkich osób publicznych. Projekt popiera Lewica.
Platforma chce otworzyć wszystkie archiwa IPN, wbrew temu, przed czym przestrzegano nas przez lata. Likwidacja Biura Lustracyjnego będzie logiczną konsekwencją tego projektu. Funkcje osądzające zawartość archiwów chcemy przekazać w ręce samych Polaków, opinii publicznej - mówił wczoraj w Radiu ZET poseł Jarosław Gowin (PO).
Potwierdził informacje "Gazety", że PO przygotowuje nowelizację ustawy lustracyjnej i ustawy o IPN. Nie przewiduje powoływania w miejsce Biura Lustracyjnego IPN żadnej instytucji, która będzie zajmować się lustracją. Lustracja ma polegać na opublikowaniu w internecie zawartości teczek osób publicznych, które podlegają lustracji (m.in. prezydenta, parlamentarzystów, członków rządu, samorządowców, prawników).
Nie będą publikowane tylko te fragmenty dokumentów b. SB, które zawierają tzw. dane wrażliwe - np. o życiu intymnym oraz o chorobach. Do akt b. SB osoby, których one dotyczą, będą mogły załączać wyjaśnienia, inne dokumenty i np. wyroki sądów lustracyjnych.
Na razie archiwiści IPN przeanalizowali 1793 teczek osób publicznych. Na stronie IPN można zobaczyć, czy SB zgromadziła na ich temat jakieś informacje. Nie ma za to kopii ich teczek - są dostępne tylko w czytelniach IPN.
Co na to PiS? - Pomysł likwidacji Biura Lustracyjnego IPN to błąd - ocenia współautor PiS-owskiej ustawy lustracyjnej Arkadiusz Mularczyk. Biuro Lustracyjne to jedyny ząb Instytutu wobec osób, które złożyły fałszywe oświadczenia lustracyjne. Kto miałby je weryfikować, jeśli go nie będzie?
Przypomina, że PO zgłaszała pomysł publikacji teczek w internecie już w zeszłej kadencji, i był on krytykowany - także w PO. - Dyskusja o projekcie ma sens dopiero wtedy, gdy Platforma go pokaże. Na razie tylko od roku go zapowiada - mówi Mularczyk.
Zgadza się z nim sekretarz generalny PiS Jarosław Zieliński, ale dodaje, że jego partia popiera publikację w internecie całej zawartości teczek osób publicznych. - Zawsze uważaliśmy, że informacja, kto był kim w przeszłości, powinna być powszechnie znana - stwierdził Zieliński.
W zeszłej kadencji PO i PiS spierały się, czy otwarcie archiwów powinno obejmować również tzw. dane wrażliwe. PiS był przeciw, PO - mimo wątpliwości części posłów - za. W maju 2007, gdy Trybunał Konstytucyjny uznał ustawę lustracyjną autorstwa PiS za częściowo niekonstytucyjną, klub PiS upoważnił swoje władze do "podjęcia inicjatywy legislacyjnej zmierzającej do ostatecznego i pełnego otwarcia archiwów IPN". Nic z tego nie wyszło, bo Sejm skrócił kadencję.
Wątpliwości ma PSL: - To będzie więcej niż te niespełna 2 tys. osób, które teraz są w katalogach. Zlecaliśmy ekspertyzę, z której wynika, że upublicznienie tylko tych teczek mogłoby być niekonstytucyjne - mówi nam szef klubu PSL Stanisław Żelichowski.
Dlaczego? Bo ustawa lustracyjna obejmuje też prawie 40 tys. radnych.- Wrzucenie ich teczek do internetu zajmie ze 20 lat. Dziś nie ma ludzi, którzy technicznie się tym zajmą, ani pieniędzy, żeby ich zatrudnić. Nie wiem, czy to najpilniejsza sprawa w czasie kryzysu - mówi Żelichowski.
Cieplej ocenia propozycję, by do akt można było dołączać wyroki sądów. - Utrzymanie obecnych zasad lustracji też oznacza grę teczkami - jej ofiarami byli też ostatnio politycy PSL. Wszyscy wiedzą, że trzeba coś zrobić. Ale nikt nie ma pomysłu co. Przypomina to trochę konflikt w Gazie - podsumowuje szef klubu PSL.
Poparcie dla projektu PO zapowiedział wczoraj Ryszard Kalisz (Lewica): - Jeśli ta propozycja nie zostanie zepsuta przez strach przed PiS-em, takie zmiany pewnie poprzemy. Chcemy, podobnie jak PO, publikować całą zawartość teczki, a nie informacje przerobione przez IPN.
Przypomniał, że Lewica od dawna opowiada się za likwidacją całego IPN i przeniesieniem zgromadzonych tam materiałów do Archiwów Państwowych.
Źródło: Gazeta Wyborcza (2009-01-16)
|