|
Ponad setka, głównie starszych osób przyszła w czwartek wieczór (25 sierpnia) do restauracji "Panorama" w Nowym Sączu na spotkanie z Małgorzatą Wassermann, córką posła Zbigniewa Wassermanna, który zginął w katastrofie rządowego Tupolewa w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Spotkanie zorganizował sądecki Klub Gazety Polskiej i poseł Arkadiusz Mularczyk.
Małgorzata Wassermann, z zawodu adwokat, przez ponad godzinę opowiadała o swoich wątpliwościach w sprawie śledztwa smoleńskiego. - Raport Millera jest niewiarygodny, z góry przyjęto rosyjską tezę o winie pilotów, a jako jedyny dowód - zapis czarnej skrzynki samolotu - stwierdziła.
Małgorzata Wassermann opowiadała też o swoich traumatycznych przeżyciach, gdy przyszło jej w Moskwie zidentyfikować ciało ojca. - Rosjanie zakwaterowali nas w luksusowym hotelu, częstowali kawiorem, ale my nic nie chcieliśmy. Tymczasem polscy prokuratorzy spali w namiocie i nikt im nawet herbaty nie podał, nie mieli żadnego wsparcia ze strony polskiego rządu - wspominała. Mówiła też o spotkaniach rodzin "smoleńczyków" z premierem Donaldem Tuskiem i jego ministrami. - Gdy była telewizja na sali, to pan premier był pełen współczucia i zrozumienia dla nas, ale jak tylko zamykały się drzwi za dziennikarzami, to kończyły się uprzejmości i znikał uśmiech z twarzy Donalda Tuska - mówiła.
Pani mecenas z Krakowa odniosła się również do zarzutu, że wykorzystuje śmierć ojca do zrobienia kariery politycznej. - Z początku nie wiedziałam o co moim oskarżycielom chodzi, przecież ja nie mam żadnych aspiracji politycznych. Później zrozumiałam, że do wyjaśniania tej tragedii potrzeba woli politycznej i bez zmiany władzy w Polsce nigdy się prawdy nie dowiemy - mówiła, dodając, że "Tusk, Arabski, Miller, Sikorski i "główny hamulcowy" śledztwa smoleńskiego po polskiej stronie, płk Edmund Klich, powinni ponieść odpowiedzialność polityczną i karną, a gdy zmieni się władza w kraju muszą stanąć przed Trybunałem Stanu.



Zdaniem Małgorzaty Wassermann, w czym ją poparł poseł Mularczyk, obóz rządzący Polską robi dziś wszystko, aby społeczeństwo miało już dość dyskusji o katastrofie smoleńskiej. "Słabe ogniwa" w aparacie władzy, które mają duża wiedzę na temat przygotowań do wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego z towarzyszącymi mu osobami w Katyniu, sztucznie się "wzmacnia", m.in. dowódca BOR został odznaczony przez prezydenta Komorowskiego, a szef Prokuratury Wojskowej awansowany na generała. Natomiast ludzi zadających trudne pytania na temat największej po wojnie tragedii narodowej ośmiesza się i poniża. - Dzisiaj przeciwników się nie zabija, lecz skazuje na śmierć cywilną w mediach - tłumaczyła. - Proszę zobaczyć co się robi z posłem Macierewiczem, aby go przedstawić jako osobę niewiarygodną.
Zebrani pytali Małgorzatę Wassermann o różne szczegóły śledztwa smoleńskiego, a Jacek Skoczeń, prezes Klubu Gazety Polskiej w Nowym Sączu zapytał wprost: - Czy pani się nie boi?
- Już miałam wymienione kable elektryczne w samochodzie, podobno kuny je przegryzły. Nie spocznę, póki nie poznam prawdy o śmierci mojego ojca - odparła Małgorzata Wassermann, a sala klaskała. Córka byłego ministra ds.służb specjalnych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego mówiła jeszcze, że miała 33 lata, bardzo dobry zawód, szczęśliwą rodzinę i to wszystko runęło 10 kwietnia 2010 roku: - Dwa dni przed odlotem do Katynia, w czwartek tata był bardzo smutny, myślałyśmy z mamą, że jest po prostu przemęczony pracą w komisji hazardowej
(HSZ), fot. autora
www.sadeczanin.info
|