|
- Rządy PO, to w żargonie piłkarskim rządy patałachów. Tuskowi zależy tylko na władzy dla samej władzy, a nie na Polsce i Polakach. Zgadzam się z Joachimem Brudzińskim, że PO zrobiło z Polski "dziadowskie państwo" - powiedział w drugiej części rozmowy z Onet.pl Arkadiusz Mularczyk. Poseł PiS zagroził także Bronisławowi Komorowskiemu odwołaniem w przypadku braku nominacji dla Jarosława Kaczyńskiego na stanowisko szefa rządu po zwycięskich dla jego partii wyborach. "Gdyby Komorowski nie chciał powołać Jarosława Kaczyńskiego na premiera, to musi pamiętać, że będzie groził mu impeachment. Dzisiaj to sam Donald Tusk ma problem z Bronisławem Komorowskim, bo widać że buduje on swój własny obóz polityczny" - dodał.
Z Arkadiuszem Mularczykiem - posłem PiS - rozmawia Jacek Nizinkiewicz.
Jacek Nizinkiewicz: Czy PiS boi się wyborów dwudniowych?

Arkadiusz Mularczyk: Nie, ale uważamy że PO robi wszystko, w myśl zasady "władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy" i wprowadzają tę zasadę kosztem jakości naszej demokracji na różnych płaszczyznach. Dwudniowe wybory dają ogromne możliwości szeregu manipulacji. Na Białorusi Aleksander Łukaszenkaw celu podniesienia frekwencji zorganizował wybory w ciągu 6 dni. Frekwencja wyniosła 65 procent i co z tego, czy te wybory były uczciwe?
- Wcześniej PiS poparł nowy kodeks wyborczy, a dzisiaj nazywacie go bublem. Gdzie tu logika?
- Kodeks wyborczy za którym głosowaliśmy w Sejmie został zmieniony poprawkami w senacie, m.in. poprawką o dwudniowych wyborach. Kodeks wyborczy w obecnym kształcie ma zwiększyć szanse PO i naciągnąć podatników na dodatkowe koszta. Podczas dwudniowych wyborów może dojść do dużych nadużyć. Upolityczniona TVP i media elektroniczne będą miały wielki wpływ na wynik tych wyborów, zwłaszcza w drugim dniu. Już widzę oczami wyobraźni niektórych celebrytów zarabiających po 50 tysięcy miesięcznie zachęcających do pójścia do wyborów tym razem z hasłem "Nie zmieniajmy Polski, przecież żyje się lepiej. Wszystkim".
- Wybory powinny odbyć się 30 października?
- Im później, tym lepiej biorąc pod uwagę prezydencję Polski w Unii Europejskiej.
- Zgadza się pan z prof. Jadwigą Staniszkis, że gdyby PO wygrało wybory, to lepszym premierem od Tuska byłby Schetyna?
- Co mogą zmienić roszady personalne? Rządy PO, to w żargonie piłkarskim rządy patałachów. Jakie PO daje perspektywy Polakom? Tuskowi zależy tylko na władzy dla samej władzy, a nie na Polsce i Polakach. Zgadzam się z Joachimem Brudzińskim, że PO zrobiło z Polski "dziadowskie państwo".
- Bronisław Komorowski w wywiadzie dla "Newsweeka" dał do zrozumienia, że nie desygnowałbyJarosława Kaczyńskiego na premiera jeśli wybory wygra PiS. Jak PiS zareagowałby na taką decyzję głowy państwa?
- Jest pewien polityczny obyczaj oraz są przepisy konstytucyjne, które regulują tą kwestię. Jeśli PiSwygra wybory, w co wierzę, to będzie miał największe szanse na stworzenie rządu. Gdyby Komorowski nie chciał powołać Jarosława Kaczyńskiego na premiera, to musi pamiętać, że będzie groził mu impeachment. Dzisiaj to sam Donald Tusk ma problem z Bronisławem Komorowskim, bo widać że buduje on swój własny obóz polityczny. Mamy początek szorstkiej przyjaźni między Komorowskim, a Tuskiem co już odbija się na jakości rządzenia.
- Podobno zapał niektórych polityków , którzy odeszli z PiS do PJN osłabł, jak np. Adama Bielana. Czy ma pan sygnały, że politycy PJN chcą wrócić do PiS?
- Coraz więcej polityków, którzy odeszli z PiS do PJN w prywatnych rozmowach wyraża chęć powrotu. A jeśli chodzi o Adama Bielana i Michała Kamińskiego, to lepiej zrobią jak zostaną w PJN, bo bez nich w PiS nie ma konfliktów i ciągłych rozgrywek personalnych.
|