|
Stwierdzenia wicemarszałka Leszka Zegzdy: "klasa polityczna zdała egzamin w minionym 20-leciu", oraz "raziły mnie znaczki Polski Walczącej noszone w okresie żałoby po katastrofie w Smoleńsku " wywołały burzę w sobotę (8 maja), w pierwszym dniu konferencji pt. "Sądecka droga do komunizmu - Sądecczyzna w oczach społeczeństwa, bezpieki i partii w latach 1945-1989". Sympozjum zorganizowała Fundacja Sądecka w ramach "Sądeckich spotkań z historią".
Leszek Zegzda wziął udział w dyskusji panelowej zatytułowanej "Polski patriotyzm - wczoraj i dziś" razem z Pawłem Lisickim, red. naczelnym "Rzeczpospolitej", krakowskim posłem Jarosławem Gowinem (PO) i Arkadiuszem Mularczykiem (PiS). Dyskusję moderował dr Marek Lasota, dyrektor krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. W ocenie posła Mularczyka wicemarszałek Zegzda trafił, jak kulą w płot, a polskie elity nie powinny mieć powodów do zadowolenia z kształtu III RP.

- Zmarnowaliśmy wiele szans, nie udało się zbudować bezpiecznego i sprawiedliwego państwa, nie ma wolności słowa, państwo polskie nie umiało zapewnić bezpieczeństwa nawet swojemu prezydentowi - mówił Arkadiusz Mularczyk, a sala klaskała.
Słowami Zegzdy osobiście poczuł się dotknięty Jarosław Rola, nauczyciel historii w Zespole Szkół Samochodowych, prezes Sądeckiej Rodziny Katyńskiej. - Dziwię się, że pana marszałka dziwiły znaczki Polski Walczącej noszone przez warszawiaków po katastrofie smoleńskiej - mówił Rola. Prezes Sadeckiej rodziny Katyńskiej tłumaczył Zegździe, że etos Polskiego Państwa Podziemnego i Powstania Warszawskiego jest elementem polskiej tożsamości i naturalnym jest, że w dniach tragedii narodowej Polacy odwołują się do tych symboli i znaków.
Zdaniem Jarosława Gowina eksplozja uczuć patriotycznych i religijnych wyrażanych przez Polaków w okresie oktawy żałoby narodowej nie była przejawem jakiegoś polskiego neoromantyzmu, gdyż język modlitwy to uniwersalny sposób okazywania szacunku zmarłym. - W podobny sposób Amerykanie opłakiwali ofiary zamachu terrorystycznego z 11 listopada 2001 roku - stwierdził Gowin. Krakowski parlamentarzysta zwrócił też uwagę, że po tragedii smoleńskiej Polacy opłakiwali polityków, którzy stali się bliźsi społeczeństwu.
Dyskutanci zgodzili się, że z polskim patriotyzmem, rozumianym, jako miłość ojczyzny, zdolność do służby i poświęceń dla Polski - nie jest źle i że patriotyzm inaczej się manifestuje w okresie pokoju, a inaczej w czasach trudnych, jak wojna, czy czas powojenny.

Dyskusji przysłuchiwało ok. 80 osób. W pierwszym rzędzie siedzieli m.in. prezydent Ryszard Nowak i przewodniczący Rady Miasta Artur Czernecki. Dostrzegliśmy Andrzeja Szkaradka z małżonką Alicją, dyrektora Muzeum Okręgowego Roberta Ślusarka i wielu radnych z PiS i PO.
Wcześniej dr Maciej Korkuć, historyk z krakowskiego oddziału IPN, wygłosił wykład o rodowodzie PPR, która w 1948 roku przepoczwarzyła się w PZPR. - Przed wojną Komunistyczna Partia Polska realizowała strategię Komitetu, wytyczne Lenina i Stalina, i zwalczała niepodległe państwo polskie - mówił Korkuć. - Po wojnie komuniści zastosowali kamuflaż, używając frazeologii narodowej, gdyż wiedzieli, że inaczej nie zdobędą nawet minimalnego poparcia w społeczeństwie.
Słuchacze dowiedzieli się ponadto m.in., że podczas wojny na Sądecczyźnie komunistów praktycznie nie było, poza Józefem Zemankiem, zabitym przez gestapo w 1943 roku.
Źródło: www.sadeczanin.info
Autor: Henryk Szewczyk
|