|
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusz Mularczyk zapowiada, że mimo kolejnych zapowiedzi zwolnień grupowych w przedsiębiorstwach na Sądecczyźnie, on sam dołoży wszelkich starań, aby uchronić kolejne osoby przed utratą pracy. Na razie planuje zmobilizować do wspólnego działania różne organizacje.
- Do mojego biura przychodzi wiele osób, które proszą o pomoc, bo tracą pracę - wyjaśniał na wczorajszej konferencji A. Mularczyk, tłumacząc powód swojego zaangażowania w problemy lokalnego rynku pracy.
Od początku bieżącego roku co kilka tygodni pojawiają się informacje o zwolnieniach w kolejnych przedsiębiorstwach. Zaczęło się od 400 osób w "Newagu", potem był Glinik (140 osób), sądecki Zespół "RUCH" (30 osób), hotel "Orbis-Beskid" (20 osób), a do końca tego roku zatrudnienie ma stracić osiemdziesięciu pracowników PKS, dwunastu "PKP Cargo", dwóch z "Poczty Polskiej" oraz wielu innych, z mniejszych firm.
Mularczyk twierdzi, że sytuację pogorszy spadek dochodów sejmiku wojewódzkiego o 100 mln. To doprowadzi do obcięcia środków dla jednostek podległych o 20 procent. Będzie więc mniej pieniędzy także na walkę z rosnącym bezrobociem. - W ciągu ostatnich dziesięciu lat nie widziałem zwolnień na tak wielką skalę. Sytuacja jest poważna, kryzysowa - podkreślał poseł.
Jednocześnie Mularczyk stwierdził, że ciągle jest szansa na poprawę tej ciężkiej sytuacji. Dlatego w najbliższych dniach poseł ma zwołać w Nowym Sączu spotkanie osób, które mają wpływ na sądecki rynek pracy. Wspólnie mają one opracować plan działania.
- Niewidzialna ręka rynku nie załatwi wszystkiego. Trzeba działać - mówi poseł.
Maria Reuter - Gazeta Krakowska
|